rozwidniła się wielka zorza południowa i pożar chmur"
Wczoraj obcięłam mamie włosy. Nie, nic w tym dziwnego, wszak od dłuższego czasu to robię. Ku jej radości i ku mojej nauce. Zawsze jednak tniemy ponownie, bo przecież rosną, siwieją, opowiadają historię swojego wzrostu i codzinności, którą wiodą. Z mamą. Codzienności, w której już nie mam jak niegdyś udziału.
Ten raz wcielenia we fryzjerkę jest jednak inny. Nie wiemy przecież, czy i kiedy włosy odrosną. Pianka ze smokowego płynu do kąpieli znika po zetknięciu z kilkucentymetrowym jeżykiem. Martwym jeżykiem.
Nie znamy przyszłości, a w cieniu, w który zepchnęła nas w sierpniu rzeczywistość, karmimy się wybuchową mieszaniną nadziei i strachu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz